Kiedy potrzebujesz prawnika
Policja weszła do mojej warszawskiej willi zupełnie bezpodstawnie, nie okazała żadnych stosownych dokumentów, tak jak chociażby na filmach, jakiś nakaz, czy cokolwiek. Nie pokazali nic! Po prostu weszli, a raczej wbiegli lekkim truchtem, na głowach mieli czarne kominiarki, w dłoniach krótkie karabiny maszynowe. W twarz strzelili mi gazem pieprzowym, podcięli nogi w kolanach i jednoznacznym wrzaskiem oznajmili: „gleba, na glebę gnoju”. Skuli mnie kajdankami, mym zdaniem bez żadnego poszanowania prawa – nawet nikt nie wygłosił słynnej hollywoodzkiej formułki, w stylu „masz prawo milczeć” czy coś takiego. Warszawa to jednak chore miasto, a Polska to jednak kraj bezprawia. Na komisariacie dano mi prawo do wpisania jednej frazy w wyszukiwarce, i oczywiście tą frazą były słowa Adwokat Warszawa – potrzebowałem przecież teraz dobrego papugi, który wyciągnąłby mnie z tego bagna. Wszedłem na stronę kancelarii, która wydała mi się najbardziej sensowna pod względem opisu, które wyszukiwarka wypluła z siebie. Napisałem maila, prawnik odpowiedział w tempie błyskawicznym, że już do mnie jedzie i że kosztować mnie to będzie pięćdziesiąt średnich krajowych. Przyjechał, pogadaliśmy, dał mi paczkę fajek i powiedział: prawo jest z nami.